fot. www.e2012.orgOstatnio o Bufetowej nie mówiło się nic, dosłownie nic. Żadnych inicjatyw, propozycji, projektów. Jakby po prostu Rrratusz postanowił nie przeszkadzać miastu w jego naturalnym rozwoju. Nawet nieustanne spory między jednym a drugim budynkiem przy pl. Bankowym jakby straciły na ostrości. Koncepcja może i słuszna, przynajmniej nie można nic popsuć, ale nagle wszystko zmieniło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
18 kwietnia 2007 na zawsze już pozostanie jako dzień zwycięstwa, dzień, który dla Polaków będzie się kojarzył z narodową dumą, ale także z wielkim wyzwaniem, jakie na nasz kraj spadło ku sporemu zaskoczeniu wielu specjalistów, ale także zwykłych obywateli.
EURO2012 to olbrzymia szansa, dla całej Polski i oczywiście dla stolicy. Powstaną dziesiątki hoteli, nowe drogi, II linia metra, rozbudowana zostanie kolej miejska, a przede wszystkim w końcu, na gruzach Stadionu Dziesięciolecia, oczy wszystkich będzie cieszyło Narodowe Centrum Sportu z 70-tysięcznym Stadionem Narodowym na czele.
Wystarczył jeden dzień, żeby jednak znalazły się pieniądze w budżecie miasta na infrastrukturę wokół dzisiejszych terenów COS-u. Rządowa inwestycja, która budziła spore zastrzeżenia nowych władz Warszawy, nagle stała głównym priorytetem i to właśnie jej zostanie teraz wszystko podporządkowane. Jeszcze miesiąc, dwa miesiące temu, ideę Narodowego Centrum Sportu starano się storpedować, mówiono o alternatywnych projektach hali widowisko-sportowej na Targówku, dodatkowych pieniądzach na Legię czy Polonię. Teraz okazuje się, że wszystkie decyzje lokalizacyjne dla terenu przy Rondzie Waszyngtona wymagają ledwo paru konsultacji i podpisów. Nie można było tak od razu zrobić?
Jednak organizacja Mistrzostw Europy nie będzie wcale taka prosta, jak to wygląda na konferencjach prasowych. Nie wiadomo co zrobić z kupcami dzisiejszego Jarmarku Europa, który ma zostać zamknięty już z końcem czerwca. Co z daną im obietnicą wyborczą, że będą mogli jeszcze przez długie lata tam rezydować? Gdzie ich przenieść i czy w ogóle takiego miejsca szukać? Na te pytania musi odpowiedzieć już sam Rrratusz. Czy sobie z tym, ale także i z innymi problemami poradzi? Należy liczyć, mimo że jest ciężko sobie to wyobrazić, że da radę, bo po prostu innego wyjścia nie ma. Za 5 lat przyjadą setki tysięcy kibiców i muszą wyrobić sobie o Polsce, o Warszawie jak najlepsze zdanie. Nie tyle dla dobra Bufetowej i jej współpracowników, ale dla dobra nas wszystkich.